niedziela, 17 kwietnia 2011

Centurion

W North&South twórcy zrealizowali jeden z nieosiągalnych w ówczesnych czasach ideałów - bitwę w czasie rzeczywistym. Jednak dopiero kolejny tytuł - Centurion, pozwolił graczom wczuć się w rolę prawdziwego wodza.

Wszystko zaczęło się od programu w TV, chyba "dżojstik", ale nie dam teraz głowy. Do programu jeszcze wrócę w kolejnym wpisie za sprawą znanego aktora Kazimierza Kaczora. W każdym odcinku dwóch graczy zmagało się w rozgrywkach. Np. kto dalej zajechał samochodem, kto dalej zaszedł w jakiejś grze itp. W jednym z odcinków zawody polegały na podbiciu jak największej liczby prowincji w czasach Starożytnego Rzymu.

Widok bitwy w rzucie izometrycznym, maszerujących oddziałów i walczących formacji był po prostu boski. Normalnie jak na filmie :) To już nie było zręcznościówka jak N&S, tutaj liczyła się strategia, planowanie ruchów, dowodzenie. Sterowanie intuicyjne, kilka trybów rozgrywki (bitwy w polu, przesuwanie legionów na mapie, turnieje gladiatorów, wyścigi rydwanów, bitwy morskie - akurat to mnie nie bawiło, do szczęścia potrzebowałem tylko strategii i taktyki).

Nie pamiętam jak długo grałem w Centuriona, były to bardzo intensywne sesje, ale wkrótce nawet ten tytuł ustąpił "grze życia". I tu pojawi się pan Kaczor, ale w następnym wpisie :)

niedziela, 20 marca 2011

North&South


Gry strategiczne i wojenne należały do moich ulubionych. Pierwszy tytuł, w którym można było poprowadzić armie do zwycięstwa, w dodatku w realiach Wojny Secesyjnej (a były to czasy, kiedy emitowano u nas serial Północ Południe) to "North&South".

Gra wgniatała w ziemię - bitwy w czasie rzeczywistym, multiplayer na jednej klawiaturze, trup gęsto ścielił pola bitew. Chodziłem wtedy do kuzyna, który miał pierwszego PC i całymi godzinami toczyliśmy bitwy.

Dowiedziałem się, że N&S wydano także na C-64. Czyżby udało się na tego 8-bita przenieść takie cudo? Brzmiało zbyt pięknie. Kolega z klasy miał Commodore D-128 (128 kilobajtów :D ) na DYSKIETKI a nie kasetę. Zagraliśmy u niego - bitwy były bardzo ubogie, bez animacji, przesuwanie oddziałów z czarnych pikselków - ale nadal były to bitwy, w których uczestniczyli żołnierze pogrupowani w piechotę, kawalerię i artylerię.

N&S na C-64 znaleźliśmy (w poszukiwania włączyli się rodzice :D) w zagłębiu gier w Bydgoszczy, czyli na Śniadeckich. Kupiliśmy 2 różne kasety, niestety w domu załamka - gra została pozbawiona tego, co stanowiła o jej wielkości - bitew. Została tylko mapa strategiczna, natomiast wyniki bitew losował komputer.

Nie było też trybu zręcznościowego, którego akurat nigdy nie lubiłem.





N&S 8-bit. Mogłem pograć w to:


ale tego już w moich wersjach nie było :(


Jak wszystko co pierwsze, i ta gra budzi ogromny sentyment. Wkrótce pojawiły się lepsze strategie, wciągnęły na dłuższe godziny, ale założę się, że kiedyś w multiplayer N&S pogram jeszcze przez przeglądarkę z jakimś innym podstarzałym fanem starych gier ;)

piątek, 18 marca 2011

Powitanie

Stworzenie takiego bloga świtało mi w głowie co jakiś czas od conajmniej 2 lat. Będzie to czysto sentymentalny pamiętnik traktujący o grach komputerowych, które towarzyszyły mojemu dzieciństwu i wiekowi młodzieńczemu.

Może trafi tu jakiś zabłąkany googlowicz i dorzuci swoje 3 grosze o grach, które kiedyś rozpalały nasze głowy i serca.

Na początek korzenie. Zaczęło się to w latach 80-tych. Były to czasy bez internetu, na telefon czekało się po 10 lat, z dwoma programami w TV dodatkowo przerywanymi w godzinach pracy. Dlatego największą atrakcją były odwiedziny u kuzynostwa, zwłaszcza tego starszego, które posiadało już cudo ówczesnej technologii - komputer Atari.


Do radości wystarczało oglądać jak grają. Na zdjęciu Bruce Lee i jak to kuzyn Olo mówił "Parówa" (ten zielony typek). Oprócz tego grałem w River Raid, wyścigi motocross (niestety nazwy nie kojarzę, skakało się po różnych przeszkodach), Boulder Dash.

Kolejny etap to przyjęcie (chyba 91 rok) i wymarzony prezent każdego chłopaka w klasie: Commodore C-64. Odkąd tata podłączył to cudo do telewizorka nie zjadłem nic przez 2 dni.

Na rynku, w księgarniach i sklepach z odzieżą można było kupić kasety z grami. Myśleliśmy wtedy, że to oryginały, bo piraty to się przegrywało samemu na magnetofonie :) Po 15-30 gier na kasecie - to dość szybko psuło gracza, nie doceniało się gier.

Pierwszy kontakt z C-64 to kartdridż z 2 grami: całkiem udany International Soccer i szachy, w które nigdy nie wygrałem z komputerem. W Soccera łupałem z bratem, tatą, kumplami z sąsiedztwa i klasy. Wszyscy w to grali, na Soccerze łamały się pierwsze joysticki.






Najbardziej lubiłem historię, militaria i oczywiście bitwy. Uwielbiałem seriale  Robin Hood i Północ-Południe. Z gier wymiatała Operation Wolf:





Wciąż marzyłem o grach strategicznych. Marzyłem, ponieważ na Commodore wybór był niewielki, a prawdziwe perły wychodziły na nieosiągalny PC 2x86. Pewnego dnia w czasopiśmie Top Secret przeczytałem recenzję polskiej gry "Władca" i była to jedyna oryginalna gra na C-64, którą udało mi się kupić. Wciągneła mnie na całe tygodnie.

Przyjemna oprawa graficzna, proste sterowanie i niezliczone batalie na mapce.












Również polska gra, tym razem przygodowa "Władcy ciemności" prezentowała równie wysoki poziom. Nie wiedziałem, że gry na C-64 mogą być tak długie i dopracowane :)






Jeśli ktoś chce poczuć klimat "Władców..", polecam ten filmik:




Mógłbym przywołać tu jeszcze setki tytułów, ale 8-bitowe platformy potraktuję troszkę po macoszemu. Odkąd zobaczyłem North&South na 2x86 marzyłem już tylko o PC.